ZOO – generalnie nie lubię. Nie lubię oglądać zwierząt, które powinny biegać na wolności, a zamiast tego siedzą w małej klatce, w której mogą zrobić 2 kroki, a ptaki nie mają szans na rozwinięcie skrzydeł.

Z drugiej strony, to często jedyna możliwość na poznanie innego świata, innej fauny, często nieosiągalnej od ręki. Daje więc szansę zobaczenia zwierząt, które zwykle można zobaczyć na zdjęciach  albo w filmach dokumentalnych. Pamiętam gdy byłam dzieckiem moim marzeniem było opiekowanie się chorymi czy zbyt młodymi na samodzielne życie zwierzętami. Uwielbiałam i nadal uwielbiam oglądać dokumentalne filmy przyrodnicze podziwiając świat i myśląc, że nigdy go nie zobaczę na żywo. No bo jak? Ja? Niemożliwe. A jednak. Miałam i mam to szczęście, że byłam w pięknych krajach, w których te wszystkie dzikie i nieosiągalne do zobaczenia na żywo zwierzęta żyją na wolności i można mieć szczęście spotkać je w ich naturalnym środkowisku:) ).

Zoo w Cuenca jest na wzgórzu na granicy miasta. Chodzi się po nim wąskimi ścieżkami, zrobionymi naturalnie, z ubitej ziemii, z bali, wyłożnymi kamieniami, pomiędzy pięknymi drzewami tropikalnego lasu. Po deszczowym poprzednim dniu może być tam trochę ślisko i błotnisto.

W zoo mieszkają między innymi: puma, nieźdźwiedź andyjski, małpy różnego rodzaju, bardzo dużo papug, które nie siedzą w małych klatkach, a można spacerować między nimi, karmić je i latają nad głową.

Są też duże świnki morskie 😉 tapiry, węże, żółwie, w tym żółwie z Galapagos, krokodyle i kajmany, żaby – mnóstwo żab, przeróżne ptaki, w tym kondor, strusie (to trochę dziwne – co tu strusie robią?),

i najlepsze – lwy.

Niektóre z nich ocalone z cyrku. Mają ogromną przestrzeń. A ścieżki przebiegają między miejscami dla zwierząt tak, że można je odnaleźć w ich ukryciu nie przeszkadzając im. Małpy mają oddzieloną przestrzeń od odwiedzających, dając im bezpieczeństwo i spokój, bez siatki na górze, więc teoretycznie w każdej chwili mogą wyjść poza ich wydzielone miejsce, a jednoczęśnie ich miejsca do eksploracji ciągną się przez chyba cały park w postaci tuneli zawieszonych na drzewach. Papugi również można podziwiać w paru miejscach, siedzące na drzewach i skrzeczące lub wyjadające pożywienie dla tapirów. Cwane bestie 😉 Od wejścia do parku ma się poczucie, że króluje tam lew. I nie bez powodu, bo słychać jego ryki całą drogę i nie da się zapomnieć, że na końcu ścieżki czeka na ciebie.

Park daje też możliwość obecności podczas karmienia zwierząt. O różnych porach w soboty, niedziele i święta można być świadkiem karmienia lwa lub podania 8 kilogramów mięsa jaguarowi.

Dotarcie do zoo nie jest trudne. Na przykład z centrum czy z ronda przy stadionie odjeżdża autobus nr 16 w kierunku szpitala – Hospedaje del Rio. Po ok 30 minut jazdy, na tym właśnie przystanku należy wysiąść i można dalej iść pieszo lub wziąć taksówkę. My poszliśmy pieszo. Za szpitalem należy skręcić w ulice w prawo, która prowadzi do drogi szybkiego ruchu (to ta droga, która okrąża miasto). Po dojściu do tej drogi należy skręcić w lewo i podążać nią przez może 100 metrów aż po drugiej stronie ulicy będzie widocznych znak do Zoo – Amaru. Obie drogi szybkiego ruchu oddzielają barierki. Nie ma sensu przez nie przeskakiwać, bo na przeciwko tego znaku są zrobione schodki, a barkierki są wycięte. Jedynie nie ma tam żadnego oficjalnego przejścia, znaku dla pieszych, świateł, więc przejście jest na własne ryzyko. Nie jest to najbezpieczniejsza droga, więc nie zachęcam do skorzystania z niej. Można znaleźć inne połączenie autobusowe, gdzie autobus zatrzymuje się po drugiej stronie ulicy i pozostanie tylko wpisanie sie na wzgórze przez ok 15 minut. Albo można po prostu wziąć taksówkę – koszt z centrum to ok 5$.

Droga na wzgórze pnie się dość stromo. Jest to szeroka ubita droga gruntowa. Nie trzeba mieć super kondycji, by pod nią podejść. Warto ją przejść, by poczuć klimat wzgórza, podziwiać panoramę miasta i zieleń dookoła.

Zoo czynne jest do godziny 17. Można znaleźć informacje, że zwiedzanie zajmuje ok 2-3 godzin. Nam zajęło 4 godziny, nie spiesząc się, czytając informacje po drodze, robiąc zdjęcia, na koniec obserwując zachowanie lwów. Zdążyliśmy przed samym zamknięciem. Bilet do zoo kosztuje 6$, nie można wejść z plecakiem, nie można mieć własnego jedzenia (ale można je przechować u bardzo miłego pana, u którego kupuje się bilet, i odebrać przy wyjściu). Po drodze w zoo jest mała restauracja z jedzeniem za 4-5$, snackami, toalety (bezpłatne), kilka miejsc z zadaszeniem przygotowane do schronienia się na wypadek deszczu (który jest bardzo prawdopodobny oczywiście w sezonie deszczowym).

Park zoologiczny w Cuenca jest zbudowany tak, by oddać zwierzętą jak najbardziej naturalną dla nich przestrzeń. A do tego ratują zwierzęta z opresji, edukują o ochronie środkowiska – dosyć obrazowo – na szklaku jest spalony kawałek lasu, kości martwych zwierząt, stos plastikowych butelek, w tym powieszone na drzewach jak bombki na choince, martwe zwierzęta w klatkach. Z winy nielegalnego przemytu przeżywa tylko 1 zwierzę na 10. Jest dużo edukacji na temat zwięrząt wykorzystywanych w cyrku, zabitych przez otrucie, przez kłusownictwo lub po prostu przebywających w bardzo złych warunkach (w klatkach, uwiązanych na łańcuchach itp.). Nie odwiedziłam zbyt wiele zoo w swoim życiu (najczęściej było to zoo warszawskie), ale chyba mogę powiedzieć, że to na pewno z jednych bardzo dobrze zorganizowanych i dbających o naturalną przestrzeń dla zwierząt miejsce.

 

Niestety pomimo edukacji na całej długości 2,5 km ścieżki na temat dbania o nasze środkowisko, o planetę, segregację śmieci, nie wycinanie lasów, dbanie o zwierzęta, szczególnie te, które są zagrożone, na końcu drogi wciąż można spotkać takie widoki:

Jeszcze wiele musimy takich dróg przejść, by w końcu uświadomić sobie jak bardzo jest to ważne.

Similar Posts