Czyli plan, którego nie polecam.

Po ponad 3 miesiącach w Cusco marzyliśmy o słońcu, cieple, krótkich spodenkach i sandałach. Wiedzieliśmy, że następny kierunek to ocean i plaża, a dalszych planów nie mieliśmy jeszcze ukształtowanych. Wybór padł na Paracas (dlaczego tam, o tym napiszę w innym poście).

Miesiąc w Paracas nam wystarczył, wiza powoli zmierzała do końca, a mnie marzyło się zobaczyć Colca Canyon i położone jeszcze dalej Jezioro Titicaca na granicy z Boliwią.

Zatem Arequipa – nasza kolejna baza wypadowa. To tylko 800-1000 km od Paracas. Z Paracas jest niewiele autobusów dalekodystansowych. Więcej ich odjężdża z Ica. Aby tam się dostać, ruszyliśmy z Paracas taksówką do Pisco cruce – czyli na dworzec przy głównej drodze z Limy na południe, omijając centrum miasta (20 soles za kurs). Stamtąd mieliśmy autobus do Ica (bilet 6 soles), by po dłuższej przerwie na lunch wsiąść na 16 godzin w autobus do Arequipy (125 soles). I pomimo że nigdy nie jechałam autobusem tak długo, ta podróż nie była zła.

Autobusy w Peru są na dość wysokim poziomie. Nie wszystkie oczywiście, ale wiele z nich, jak Cruz Del Sur czy Oltursa, oferują siedzenia tzw. typu semi cama, czyli rozkładane na 160 stopni. Prawie jak łóżko! Można też spotkać autobusy z siedzeniami rozkładanymi do 180 stopni, ale to już na bardzo dalekie podróże albo głównie na trasie do Cusco. Zdecydowanie polecam, bo dzięki temu tyle godzin w podróży wcale nie przeraża.

Po przybyciu do Arequipy od razu kupiliśmy bilet, by pojechać prosto do Cabanaconde, które jest na granicy Colca Canyon. Oddzielny post na temat tego kanionu i naszej wyprawy po nim jest >tutaj<

Trzeciego dnia wróciliśmy do Arequipy, by poznać to miasto bliżej. Ale pomimo pobytu w nim przez 3 tygodnie nie poczułam się w tym mieście swobodnie. Większość czasu zajęła mi praca, więc wchłonięcie się w miasto, jego mieszkańców, kulturę nie było możliwe tak jak choćby w Paracas. I trochę tego żałuję, bo miasto to ma ogromny potencjał, by w pełni z niego korzystać. Centrum historyczne jest przepiękne. Okolica, w której mieszkaliśmy tętniła życiem. Do tego w okolicy poza miastem jest wiele atrakcji, dzięki którym nie można się nudzić. Gorące źródła, wulkany, gdzie można wybrać się na trekking, nawet 2-dniowy, kamieniołom całkiem blisko miasta, z którego pobierany jest kamień wulkaniczny do stawiania nowych budynków. Tyle rzeczy do zobaczenia!

Niestety zdążyłam nacieszyć się jedynie historycznym centrum, a dzięki centrum handlowym w naszej okolicy i kawiarniami z pysznym ciastem, poczuć choć na chwilę uroki dużego miasta.

I tak po 3 tygodniach pobytu w Arequipa kupiliśmy bilety, by ruszyć w dalszą drogę, przebyć cały kraj z południa zupełnie na północ, bo do Ekwadoru.

Similar Posts