Pierwszy raz podczas podróży mam ten komfort, że nie muszę się spieszyć, by zobaczyć to, co chcę. Zdecydowaliśmy się zostać w Paracas przez miesiąc. Znaleźliśmy super domek tylko dla nas, z małym patio przypominającym plac budowy, ale dla lepszego samopoczucia właściciel kupił nad 2 kwiatki w doniczce, by postawić je na zewnątrz. Padły po 2 tygodniach. No cóż 🙂

W Paracas nic się nie dzieje, ale o tym będzie innym razem. Miejsce, w którym zostajemy na dłużej traktujemy również jako bazę wypadową do mniejszych podróży. I tak, oprócz tego, że zobaczyliśmy okolice Paracas – wyspę i rezerwat przyrody; miasto, do którego jeździ się na zakupy, czyli Pisco – w nim też w sumie niewiele się dzieje; są jeszcze inne mniej lub bardziej oczywiste atrakcje turystyczne.

Wczoraj mieliśmy okazję zobaczyć te zupełnie nieznane miejsca – oazę i lagunę de Moron oraz Band of Holes.

Oaza jest niedaleko wsi Bernales. Jak dostać się tam? Można wykupić wycieczkę z biura podróży, których w centrum Paracas jest sporo. Wycieczka na tę oazę jest zwykle prywatna, bo jest zbyt mało chętnych osób, by udać się w to miejsce. Oaza w połączeniu z odwiedzeniem okolicznej winiarni kosztuje ok 160 soles.

Zdecydowanie lepiej jest wybrać się tam samemu, co jest bardziej czasochłonne, ale dość proste. Do wsi Beranales jeżdżą colectivos z centrum Pisco (4 soles). Po około godzinie docieramy do Bernales i stamtąd prawie godzinny spacer do oazy. Droga jest prosta, trochę kamienista, pośród pól i suchych terenów.

W oddali widać wydmy, które w połączeniu z zielonym krajobrazem stanowią piękny widok. Idzie się cały czas jedną drogą. Na samym jej końcu jest znak, który wskazuje Laguna de Moron 2 km i należy skręcić w prawo. Po tym droga prowadzi wzdłuż wydmy i na końcu pojawia się oaza. Zielone miejsce pośród wydm. A co najlepsze – zero turystów!

Nam udało się załapać taksówkę – mieszkaniec wsi przejeżdżał tą drogą i nas podrzucił za 5 soles.

Na jednej z wydm samotnie żyje jeden człowiek, który dba o to miejsce. Jego dom to szałas. Obok zbudował małą wiatę, pod którą można schować się przed słońcem. Mieszka tak już 8 lat.

Woda w lagunie – nieziemska! Cieplutka w porównaniu do zimnej wody w oceanie. Zapraszająca do kąpieli. Jedynie trzeba uważać na dno, które pokryte jest roślinnością, która może zranić stopy, lub nagle skończyć się i można wpaść w głębinę.

Nie miałam na sobie stroju kąpielowego, ale nie mogłam oprzeć się, by nie wykąpać się w lagunie. Jak stałam w ubraniu, tak weszłam do wody. Kiedy jeszcze w swoim życiu będę miała okazję kąpać się na oazie? Może już nigdy! Musiałam skorzystać. Po godzinnej drodze powrotnej do wsi byłam już sucha.

Z Bernales złapaliśmy lokalny busik do głównej drogi, by stamtąd zatrzymać colectivo do Humay i po drodze zobaczyć kolejne miejsce – Band of Holes.

Na Google Maps, kawałek przed Humay, można zobaczyć malutką uliczkę odchodzącą w lewo od głównej drogi. Przy tej malutkiej uliczce jest wieś, która na mapie nie ma nazwy. Tam warto zapytać, jak dalej dostać się do miejsca archeologicznego. Idąc tą główną drogą wsi, za sklepem należy odbić w lewo i przejść obok starego, nieczynnego kościoła, którego można zobaczyć jedynie wystającą dzwonnicę. Skręcić w lewo tak jak prowadzi droga, wzdłuż muru, który wygląda jak mur obronny wsi 😉 i zaraz potem w prawo pomiędzy uprawy winogron i kukurydzy. Pod koniec drogi na wprost ukażą się góry, suche, kamienne. Nie jak nasze Tatry. A tam dwa krzyże. Po wspięciu się na jedno ze wzgórz z krzyżem i spojrzeniu w prawo, widać miejsce archologiczne – Band of Holes – dziury w ziemi, które zostały zrobione przez Nazców. Ponoć nikt nie wie po co one tam były, czemu służyły, ale ma się wrażenie, że to groby ludzi. Dziury te najlepiej podziwiać właśnie z tych wzgórz. Na dole nie robią już takiego wrażenia, bo perspektywa jest zupełnie inna. Zastanawiające są jedynie ludzkie kości rzucone w dwa większe doły. Wydaje się, że nie są to kości Nazców, tylko współczesnych ludzi, co może jeszcze bardziej dziwić, dlaczego one tam są porozrzucane. Takich dołów w okolicy jest podobno ponad 2000 i są zlokalizowane w obrębie 1,5 km. Niestety nie ma tam żadnej informacji na temat tego miejsca. Nie ma też żadnej ochrony, więc też warto zwrócić samemu uwagę, by nie niszczyć tego miejsca i szanować je. Może kiedyś zostanie ono lepiej zbadane i zabepieczone, a archelodzy odkryją, jakie spełniało zadanie.

Similar Posts