Tym razem do przekroczenia granicy przygotowaliśmy się porządnie, mentalnie. O tym czyta się różne historie. Bywa, że ludzie spędzają tam kilkanaście godzin czekając w ogromnych kolejkach; że nie uda im się przekroczyć granicy przed zmrokiem; że czekają, aż skończy się przerwa lunchowa (!); że udaje się bez żadnych problemów. Wiedzieliśmy więc, czego możemy się spodziewać, i jednocześnie nie wiedzieliśmy, co się wydarzy. A jedno stresujące przekroczenie granicy Peru – Ekwador mieliśmy już z sobą i nie chcieliśmy powtórki.
Przy okazji – po prawie tygodniowym pobycie na Galapagos polecieliśmy do Quito, które jest znacznie bliżej granicy z Kolumbią niż Cuenca. A ponieważ historyczne centrum Quito wpisane jest na listę UNESCO, chcieliśmy je zobaczyć przed wyjazdem z Ekwadoru.

Przekroczenie granic Ekwador – Kolumbia

Granicę Ekwador – Kolumbia przekraczaliśmy w Tulcan. Z mieszkania w Quito wyruszyliśmy o 22:30. Ok 23:00 byliśmy na dworcu Terminal Carcelen. Dworzec wydawał się spokojny. Autobusy do Tulcan odjeżdżają dość często. Średnio co godzinę na pewno jakiś jest. Nasz był o 23:55. Bilet kosztował 6,25$. Droga do Tulcan powinna zająć ok 5-6 godzin. Ponieważ jechaliśmy w nocy, na miejscu byliśmy szybciej, bo już o 4:30. Było jeszcze ciemno i nie chcieliśmy iść do granicy zanim zrobi się jasno. Poczekaliśmy więc godzinę-półtorej w poczekalni na dworcu, gdzie było mnóstwo różnych ludzi. Rodziny z dziećmi śpiące na podłodze, przykryci kocem, z małą reklamówką, mało ciekawe osoby chodzące z kąta w kąt, ale wokół policjanci i ochraniarze sprawiali, że można czuć się spokojnym.

Gdy zaczęło się rozwidniać wzięliśmy taksówkę do granicy – 3,5$.W ciągu dnia można pojechać do parku w mieście. Miejsce to polecane jest do kupienia kolumbijskich pesos. Wczesnym rankiem nie chcieliśmy jednak ryzykować, czy będzie coś otwarte o tej porze. W Tulcan jest też piękny zabytkowy cmentarz podobno warty zobaczenia, jeśli ktoś chce zostać tu chwilę dłużej. Po kilku minutach znaleźliśmy się na granicy. W sekundę okrążyło nas parę osób próbując coś wcisnąć. Znaleźliśmy budynek do odprawy. Zero kolejek, szybko poszło przybicie pieczątki na wyjazd z Ekwadoru.

Granica Ekwador – Kolumbia

Po drodze do granicy z Kolumbią po lewej stronie jest kilka „kiosków”, w tym jeden oficjalny kantor wymiany walut. Wymieniliśmy tu dolary na kolumbijskie pesos (COP) i poszliśmy dalej. W budynku po stronie Kolumbii była jedna wielka kolejka zarówno dla tych, którzy kraj opuszczali, jak i dla tych, którzy do niego wjeżdżali. Bardzo dużo ludzi, wydaje się, że większość to Wenezuelczycy, czekający na wpół śpiąco owinięci kocykiem. Miejsce to przypominało obóz dla uchodźców. Stanęliśmy w kolejce do okienka. Byliśmy ostatni i w tym momencie na nasze szczęście otworzyło się nowe okienko, do którego kazali nam przejść. I tak o to, można powiedzieć, że bez kolejki i żadnych problemów, znaleźliśmy się w Kolumbii z pieczątką pobytu na 90 dni. Hura!

Po wyjściu z budynku wzięliśmy taksówkę do najbliższego miasteczka Ipiales, na dworzec autobusowy (6 000 COP). Było po 8 rano. Bardzo dobry czas. Kupiliśmy karty SIM (10 000 COP) – swoją drogę nie polecam kupowania SIM na granicy, a już na pewno doładowania konta takiej karty za większe pieniądze. Warto kupić jedną kartę i doładować tak, by mieć jakiś dostęp do internetu (pakiet 2 GB za 20 000 COP). Nasze karty okazały się użytkowane przez kogoś cały czas i pomimo że korzystaliśmy z nich w naszych telefonach, po paru dniach otrzymaliśmy wiadomości, że zostaną nam wyłączone, ponieważ nie zostały zarejestrowane. Zarejestrować ich nie mogliśmy, bo w systemie operatora numery te były przypisane do kogoś innego.

Na dworcu w Ipiales jest sporo firm autobusowych, które kursują dość często do najważniejszych miast w Kolumbii. Kupiliśmy bilet do Medellin na godzinę 15:00, za 107 000 COP, przewidywany czas podróży: 21 godzin. To idealne rozwiązanie, by dojechać do Medellin jeszcze w ciągu dnia, zamiast w nocy, a wcześniej zobaczyć piękne sanktuarium w Ipiales.

Similar Posts